22 kwietnia 2015 r.
Dzień matki ziemi. Tak przynajmniej dowiedziałem się dzisiaj rano w radiu jadąc jak co środę do pracy. To miał być zwykły dzień, dzień jak co dzień. Zwykła pobudka, zwykłe śniadanie zwykła podróż, zwykłe 65 km. Stłuczka... nie z mojej winy, sprawca dostał mandat, auto całe, może dalej jeździć... ba lekko tylko draśnięte. Od tak dwa kawałki blachy z różnych stron Europy, postanowiły się spotkać na jednej z Katowickich przelotówek. Stres jak cholera, w sumie nie wiem czemu.. nie mam raka, kredytu hipotecznego liczba plus powinna być większa. Jednak roztargnienie w pracy, jedno- dwa potknięcia w pracy i tracę te 60 % pewności siebie już całkowicie. Po co ten blok, a no po to żeby może docenić coś co mam, coś co bardzo trudno było zdobyć, a z biegiem czasu staje się dla człowieka tak codzienne, że czasem wydaje się nie potrzebne. Dajmy sobie spokój z pierdołami, blachę się pomaluje, pismo się napiszę, pranie zrobi, a dziewczynę się w końcu przytuli. Daj spokój J. To nie Twoja wina, to są detale patrz na to w czym pływasz, a nie na lekkie zimne, lub ciepłe prądy które chwilowo kierują Cię w dany kierunku. Murzasichle kurwa mać. Spij dobrze. To nie Twoja wina.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz